Show-biznesowa miernota!

Z ogromnym przerażeniem obserwuję poziom lansowanej miernoty w ogólnopolskich mediach, począwszy od kolorowej prasy, poprzez portale plotkarskie, facebooka, na TV kończąc.

To nie będzie żadna rewolucja. Rewolucja jest tu kompletnie niepotrzebna. Poza tym, to już nie są czasy na przeprowadzenie jakiejkolwiek rewolucji. Kocham swój kraj, i jednocześnie bardzo się mu dziwię.



Za mało mówimy i dyskutujemy o sztuce. Za mało słyszmy o sztuce w ogólnopolskich mediach. W dalszym ciągu za mało ludzi ogląda wystawy. Wiem, że oceniam to wyłącznie z własnej perspektywy, ale dla przykładu, czy codzienne wieczorne wydanie wiadomości nie mogłoby być wzbogacone o reportaż o ciekawiej wystawie, spektaklu, koncercie lub operze? Dwie minuty o sztuce zamiast kolejnych dwóch minut o wojnie. To dosyć utopijna wizja, ale nie mogę przestać myśleć o możliwości, jaką dałyby sztuce ogólnopolskie media.

Społeczeństwo nie traktuje poważanie rodzimych celebrytów. Za mało mówi się o ich dokonaniach, a coraz więcej o kolejnych zmarszczkach. Jasne, to nie wina celebrytów, ale gdyby np. gwiazdy na łamach dwutygodnika zamiast opowiadać o swoim trudnym dzieciństwie, romansach i kolorze zasłon, wyjaśniły, czym jest dla nich praca, to zapewniam, że nasza percepcja w stosunku do nich byłaby inna. Może to po trosze wina redaktorów, magazynów i wydawców programów. Rozumiem, że na ambitny program z cenionym polskim plakacistą nie ma budżetu, ale już na poranne zwierzenia kobiety znanej z tego, że jest tylko znana, z pewnością się znajdą. I gdzie tu logika? Kolejna kwestią jest show-biznesowa powtarzalna monotonia. Siła popularności tkwi właśnie w powtarzalności. Ale kiedy widzę celebrytkę lub celebrytę, która/y nie wprowadza nic nowego poza tym na czym wypłynęła, to ja od razu dziękuję, bo wiem że tu nie będzie żadnego zaskoczenia. Te same twarze, te same okładki, o zgrozo, te same historie. Wszyscy wszystkich obserwują, dosłownie, każdy najmniejszy krok. Zazdrość jest ogromna, a konkurencja niewielka. Kiedy obserwujesz to z bliska, zdajesz sobie sprawę, gdzie jest prawdziwe życie i czym ono jest. Fikcja jest fantastyczna, do momentu kiedy nie zaczynasz żyć nią naprawdę. Do momentu, kiedy wracasz do domu, zamykasz drzwi i zostawiasz ją przed wejściem. Nie można zbyt mocno „uwierzyć” w ten świat, bo może to człowieka zbyt wiele kosztować.



W Warszawce wszystkie gwiazdy, gwiazdki i gwiazdeczki gotują się w tym samym rondlu. Od czasu do czasu coś tam zabulgoce, ale na dłuższą metę to danie jest ciężko strawne. Czasami zastanawiam się, czy nie przejść na dietę, i oczyścić organizm. Poczuć lekkość i unosić się w chmurach. Chociaż… muszę przyznać że ten stan, ciągle u mnie trwa, bez względu na ilość skonsumowanego „warszawskiego” dania...
Trwa ładowanie komentarzy...